Foto

KUPA

Piotr Kanarek

Wyszedł sobie pies na spacer z panem na swej smyczy,
Pan posłusznie za psem kroczy, dyscyplinę ćwiczy.
Dzień jest piękny, więc spacerek nie wadzi nikomu,
Trzeba przyznać to uczciwie: grzech warować w domu. 

Pies jak człowiek, został pewnie ulepiony z gleby,
Więc jak wszystkie żywe stwory ma swoje potrzeby.
Te, to czysta niewygoda, niech to dundel świśnie,
Każdy wie jak ciężko bywa kiedy kupsko ciśnie! 

A najgorsze (na psa urok!) jest to moi mili,
Że potrzeba umie złapać w niedogodnej chwili,
I nie zawsze masz w zasięgu krzak róży czy wiśnię,
Bo niestety nie znasz chwili kiedy cię przyciśnie! 

Chodzi więc po rynku miasta pies z panem na smyczy,
Pies zatrzymał się, pan wraz z nim, nagle pies skowyczy,
Kuca, mocno się napina, widzisz – ciśnie równo,
I zostawia na deptaku... parujące gówno. 

Pies załatwia się, pan lekko wzrok uniósł ku górze,
By nie patrzeć na paskudne graffiti na murze.
Oburzony myśli sobie: „...Te dzisiejsze dzieci...”
Co za ludzie! Ile leży na ulicach śmieci... 

Po czym ruszył pociągnięty na smyczy przez psinę,
Psu ulżyło, więc pan znowu ma szczęśliwą minę.
Dzień jest piękny, więc spacerek nie wadzi nikomu,
Gówno? Pewnie ktoś w nie wdepnie... Wracajmy do domu...

Ząbkowice Śl. 04.06.2009